czwartek, 24 czerwca 2010

Twórczość poetycka...

... to nie tylko "nudy i syf"* czy też "coś wzniosłego". Poezja to zabawa słowem, przedmiotem, rymem, rytmem, znaczeniem. Nawet przypadkowo skonstruowana metafora może okazać się tą trafnie opisującą świat. Tą, nad którą warto się dłużej zastanowić.

Poniżej kilka poetyckich, kolektywnych tworów z naszych warsztatów.

* Moim zdaniem poezja to nie syf. Owszem, poszczególne egzemplarze mogą być nudne, jednakże "syf" to zbyt mocne i ogólne stwierdzenie.

I
ten 
samolot spada
odlotowy
jak korkociąg

II
ten
oglądał mecz
spazmatyczne
ten stół
matematyczny
różowy miś
idiotyczny
jego dłoń

III
piłkarski
czyta książkę
zakręcony
jak słońce
zakatarzony

IV
kopiąc kolegę
zawieszony
jak wołek

V
otaczają mnie niebieskie ściany
a w rogu stoi szkielet kościany
Liście lekko falują na wietrze
chodź tu Pietrze
na wietrznym wietrze
leży żaba niczym przejechana
i zastanawia się, gdzie podziała się jej piżama
która leżała w śmietniku od rana

VI
kochany 
jedzie samochód
zaciemniony
jak dres
ograniczony

VII
ta 
metalowa rura
łatwowierna 
jak samolot

Odnoszę nieodparte wrażenie, że było tych "wierszy" więcej... Na pewno nie zginęły, po prostu zawieruszyły się gdzieś w papierach, których nie brak żadnemu nauczycielowi. 

Na zakończenie oddaję głos poecie oraz muzykowi. 

  • Miron Białoszewski

Namuzowywanie

Muzo
Natchniuzo

      tak
  ci
końcówkowuję
z niepisaniowości

natreść
     mi
  ości
      i
   uzo

  •  Czesław Śpiewa

wtorek, 15 czerwca 2010

Opowieści insiprowane obrazami

Wasze prace inspirowane obrazami bardzo mi się podobały. Każda z prac była inna i czytałam je z przyjemnością (błędy językowe już takiej przyjemności mi nie sprawiały).

Niektóre z obrazów, na podstawie których tworzyliście swoje historie, miałam okazję widzieć po raz pierwszy w życiu. Najbardziej przypadł mi do gustu ten wybrany przez Agnieszkę:


Obraz, wraz z jego historią oraz krótką analizą i porównaniem do znanego Wam Portretu małżonków Arnolfinich znajdziecie tu: http://ritabaum.pl/go.php?id=57&what=teksty (polecam!).

Poniżej zamieszczam również fragment opowiadania Kuby R. (wiemy, o kogo chodzi?) pt. Pętla.


Nexus
Niektórzy twierdzą, że to się nigdy nie wydarzyło, ale ja wiem co widziałem i gdzie byłem. Opowiem wam moją historię.

Drugi lutego. Chłodna noc. Nie sposób było zobaczyć cokolwiek w promieniu większym, niż 100 metrów. Byłem na działce z domkiem, położonej na zboczu góry, z dala od cywilizacji. Specjalnie wybrałem to miejsce, żeby nie było świadków. Przygotowywałem się do tego dnia miesiącami. Wiedziałem, że mam tylko jedno podejście. 22:20:35. Zostały mi tylko dwie minuty. Ostatnie przemyślenia. 22:21:00. Zostało ni mniej, ni więcej, tylko 60 sekund. A Jeśli się nie uda? Mój zegarek właśnie pokazał 22:21:45. Serce skoczyło mi do gardła. 22:21:55. Jeszcze 5, 4, 3, 2, 1.
Ku mojemu zdumieniu nic się nie stało. Spojrzałem zdziwiony na zegarek. 22:22:07. Nie udało się. Zatrząsłem ręką z niedowierzaniem. 22:22:15. Nie chce być inaczej. Zrezygnowany, już chciałem wracać do domku. Wybiła 22:22:22 i ktoś poklepał mnie po ramieniu.
To był on. Nareszcie. Już myślałem, że nie przyjdzie. W sumie mógłbym go nazwać „Ja”, ale o tym za chwilę. Pokazał mi palcem stronę, w którą miałem się udać. Wciąż nie dotarło do mnie, że się udało. Poszedłem w kierunku linii drzew. Tam czekał na mnie mój pojazd.
Prawdopodobnie teraz nadszedł właściwy czas by wyjaśnić, o co chodzi. Pewnego dnia wpadłem na genialny pomysł. W zasadzie to pomysł wpadł na mnie. 27 czerwca 2000 roku potrącił mnie samochód. Świadkowie mówią, że samochód jadący ponad 150 km/h w momencie uderzenia we mnie nawet nie zwolnił, co w sumie było logiczne ponieważ kierowca w środku był skupiony pisaniem SMS'a do żony. Moje, na szczęście, nieprzytomne już ciało, przeleciało 20 metrów i wylądowało na drzewie. Przez prawie rok byłem w śpiączce. Cudem jest, że przeżyłem, ale to jest nieważne. Ważne jest to, co widziałem. Będąc pół-martwy miałem wizję. 22 Lutego 2002 roku dokładnie o godzinie 22:22:22 czekałem w miejscu spotkania, na wcześniej wspomnianej działce. Miałem tam czekać na siebie. Tak, tak, na siebie. Siebie z przyszłości. Dlatego ta data jest taka ważna. Za dwadzieścia lat muszę zdobyć machinę czasu aby wrócić do tego momentu i przekazać ją samemu sobie z tego dnia.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

"Reduta Ordona" na bis

Adam Mickiewicz, pisząc Redutę Ordona, pewien był, że utrwala historię bohaterskiej śmierci Juliana Ordona. Jak się później okazało, stworzył heroiczną legendę literacką. Z inspiracji życiem powstała poezja, a ta nie musi opisywać życia takiego, jakim ono jest.

Interpretacja utworu też jest indywidualną sprawą interpretatora. W filmie Syzyfowe prace wiersz wykonany został tak:


Współcześnie natomiast, można Redutę... nawet zaśpiewać. Być może poniższa wersja ułatwi niektórym pamięciowe opanowanie utworu :).

wtorek, 8 czerwca 2010

Niezły motyw z tą miłością

Zacznijmy może od słownika. Jeśli nie wiadomo, od czego zacząć, dobrze jest przytoczyć przynajmniej jedną mądrą definicję (wierzcie mi, jest to rada godna zapamiętania, przekonacie się o tym, pisząc pracę magisterską). 
motyw - elementarna - dająca się analitycznie wyodrębnić - jednostka konstrukcyjna świata przedstawionego w utworze, jego składnik pierwiastkowy: zdarzenie, przedmiot, sytuacja, przeżycie itp. 
Fragment definicji ze Słownika terminów literackich (red. J. Sławinski)

Miłość natomiast, jaka jest - każdy widzi. Choć tak powszechna, tyle się o niej mówi, pisze, śpiewa, kręci filmów, to jednak trudno ująć ją w twarde ramy definicji. Ma wiele, naprawdę wiele odcieni. 

W Syzyfowych pracach Stefana Żeromskiego mamy do czynienia z pierwszą miłością, uczuciem nieśmiałym, platonicznym, ale jakże intensywnym. Marcin Borowicz nigdy nie rozmawiał z Anną Stogowską (Birutą), a jednak narrator dał nam dość wyraźnie do zrozumienia, że wyznali sobie miłość. A nie zamienili przecież ze sobą - podkreślam - ani słowa! Tylko na siebie spoglądali; on od początku śmiało, ona musiała przekonywać się do niego nieco dłużej.   

Inaczej - choć podobnie - rzecz się ma z filmem Petera Webbera Dziewczyna z perłąMiędzy głównymi bohaterami (Griet i Vermeerem) od początku istnieje dziwne napięcie. Spojrzenie, krótka wymiana zdań, wspólna praca, przebywanie blisko siebie, patrzenie na chmury i obrazy - wszystkie te drobiazgi budują między nimi dziwną relację. Niewątpliwie jest między nimi coś - ciekawość, fascynacja, chemia, miłość? Momentem kulminacyjnym ich związku/relacji jest malowanie portretu. Griet odsłoniła się przed Vermeerem jak przed żadnym innym mężczyzną - pamiętacie scenę z jej rozpuszczonymi włosami? A oni tylko na siebie patrzyli...

Potem jest przekłucie ucha, bardzo znacząca scena. A jeszcze przed tym, kiedy Griet ogląda nieukończony obraz, mówi: "Zajrzałeś do mojego wnętrza". Vermeer powiedział jej coś za pomocą obrazu. Ale co? Nie będę wdawać się tu w zawiłe interpretacje. Film jest z pozoru bardzo prosty, zarówno pod względem fabuły, jak i użytych środków, a jednak... Wyczulone oko dostrzeże tam wiele bardzo znaczących szczegółów. 

Idąc za ciosem, przyniosłam na lekcję wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego Biała magia. To jedno z najpiękniejszych przedstawień kobiety w poezji, jakie znam i pamiętam. Barbara o szklanym, srebrnym, kruchym, ale giętkim ciele - zostanie taka na zawsze, unieśmiertelniona przez swojego męża. Nawet w najokropniejszych czasach (erotyk ten powstał przecież w czasie wojny, w okupowanej Warszawie) ludzie potrafią kochać. 

Wspólny grób Barbary i Krzysztofa Baczyńskich. W chwili śmierci on miał 23 lata, ona 22. 
Zdjęcie jest mojego autorstwa.  



Na koniec zaś pytanie - jak Wam się widzi nowa oprawa graficzna? Mroczny nagłówek jest autorstwa K...uby.

wtorek, 1 czerwca 2010

W gąszczu inspiracji - "Dziewczyna z perłą"

W związku z zakończeniem omawiania lektury Syzyfowe prace (która, jak mniemam, ma szanse zająć dość wysoką pozycję w rankingu najnudniejszych kiedykolwiek przeczytanych przez Was książek), mogliśmy przejść do rozważań związanych z tytułem i treścią ostatniego rozdziału Waszego podręcznika - Twórca i jego dzieło

Zarówno "twórca", jak i "dzieło" to terminy bardzo pojemne. Jest dzieło literackie, filmowe, malarskie. Jest poeta, rzemieślnik, artysta. Film w reżyserii Petera Webbera Dziewczyna z perłą stanowi doskonały wstęp do rozważań o dziele i twórcy właśnie. 

Co było pierwsze? Powiedzieliśmy, że obraz Dziewczyna z perłą (znany też jako Dziewczyna z perłowym kolczykiem), namalowany przez Jana Vermeera w drugiej połowie XVII wieku. Był malarz (twórca), jest obraz (dzieło) - to jedyne pewne fakty. Kto pozował, kiedy dokładnie powstał portret młodej kobiety w błękitnym turbanie - nie wiadomo. 

Znane (choć nieznane też) obrazy mogą inspirować twórców posługujących się innymi znakami, innym kodem. W tym wypadku portret zainspirował amerykańską pisarkę Tracy Chevalier, która ze swej wyobraźni wysnuła historię młodej służącej w domu Vermeerów. 

Z kolei książka Chevalier zainspirowała twórców filmu Dziewczyna z perłą. Pamiętajcie jednak, że film jest nie tylko adaptacją książki, ale również przeniesieniem na ekran, ożywieniem obrazów Vermeera. Ujęcia są bardzo malarskie, statyczne, pełne świateł i cieni, spokojne - takie jak malowane przez mistrza z Delft sceny rodzajowe. 

Jeden tytuł (Dziewczyna z perłą) trzy różne dzieła. A u podstaw tego wszystkiego czysto ludzka potrzeba tworzenia. 

Prezentację z lekcji podsumowującej film można ściągnąć stąd. W prezentacji znajduje się również temat pracy domowej wraz ze wskazówkami jej wykonania.

Następny wpis dotyczyć będzie motywu miłości :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...