wtorek, 25 lutego 2014

Filmowo-muzyczny przypis do opisu przeżyć wewnętrznych

Na lekcji poświęconej gromadzeniu słownictwa nazywającego uczucia miałam zamiar rozpocząć od bardzo interesującego filmiku, ukazującego ludzi, którzy zdecydowanie COŚ przeżywają, jednak nie zatrzymują swoich uczuć wyłącznie dla siebie. O, nie - oni dość wyraźnie dzielą się swoimi odczuciami z otoczeniem, dlatego byłoby to dobre ćwiczenie wprowadzające w świat emocji. Ale, jak pamiętacie, tego dnia internet w sali nr 5 nie chciał działać...

Umieszczam jednak filmik, może komuś się przyda, może ktoś z zainteresowaniem obejrzy. To reakcje kilkunastu osób na finałowy odcinek 3. sezonu Gry o tron



Lekcja jednak musiała się jakoś rozpocząć, by się szczęśliwie rozwinęła, zakończyła i by jej cele zostały zrealizowane. Nazywaliście swoje uczucia po odsłuchaniu fragmentów trzech utworów muzycznych (wybranych z mojej prywatnej listy najczęściej słuchanych kompozycji). Jeśli ktoś jest zainteresowany, jakich, podaję odnośniki do tychże.

1. Acoustic Labs, Pachelbel's Canon


2. Explosions In The Sky, Your Hand In Mine


3. Hammock, Together Alone


Po wysłuchaniu pojawiły się różne emocje - od obojętności, przez spokój, radość, do smutku czy złości. I bardzo dobrze! Więcej słownictwa! :) Ciekawa jestem, jak po tej lekcji napisaliście opisy przeżyć wewnętrznych, które dziś oddaliście...

poniedziałek, 24 lutego 2014

Opis przeżyć wewnętrznych - kilka fragmentów

Niby tylko rzeźba, a ile uczuć!
Już nie mogę się doczekać prac domowych z opisem przeżyć wewnętrznych :). Mam nadzieję, że weny uczniowie będą szukać tutaj, nie zaś w jakiś dziwnych krańcach internetu... Moim zamiarem nie jest jednak podawanie instrukcji napisania takiego opisu, czy też zamieszczanie tu magazynu słów (polecam jednak wpis na innym nauczycielskim blogu - koniecznie zajrzyjcie!). Postanowiłam jednak umieścić tu dwa niezłe - moim zdaniem przykłady. Oba z powieści, nie spreparowane na potrzeby ćwiczenia.

Pogrubiłam szczególnie interesujące słowa, zwroty, wyrażenia.

1. Lucy Maud Montgomery. Błękitny zamek. Przeł. Joanna Kazimierczyk.


Valancy siedziała przy oknie skamieniała. Na zewnątrz świat tonął w powodzi światła wiosennego popołudnia. Na stacji grupka młodych dziewcząt czekała na pociąg. Słyszała ich wesoły śmiech i dźwięczne głosy. Parowóz wtoczył się z hukiem i odjechał, ale żadna z tych rzeczy nie miała znaczenia. Nic nie miało znaczenia oprócz faktu, że pozostał jej tylko rok życia.
Zmęczyło ją siedzenie przy oknie, więc wstała i położyła się na łóżku, patrząc na popękany, zaplamiony sufit. Ogarnęło ją dziwne odrętwienie następujące zazwyczaj po silnym psychicznym wstrząsie. Nie czuła nic poza bezgranicznym zaskoczeniem i niedowierzaniem, za którym jednak tkwiło przekonanie, że doktor Trent zna się na rzeczy i ona, Valancy Stirling, wkrótce umrze nie zaznawszy prawdziwego życia.
Kiedy zadźwięczał gong na kolację, podniosła się machinalnie i zeszła na dół kierowana wyłącznie siłą przyzwyczajenia. Dziwiła się, że pozostawiono ją tak długo samą. Ale oczywiście matka teraz demonstracyjnie nie zwraca na nią uwagi. Była z tego zadowolona i pomyślała, że sprzeczka, mówiąc stylem pani Fryderykowej, okazała się wręcz opatrznościowa. Nic nie jadła, lecz obie panie przekonane, że dręczą ją wyrzuty sumienia, nie komentowały tego faktu. Zmusiła się do wypicia filiżanki herbaty, a potem siedziała i patrzyła na obecnych z dziwnym uczuciem, że minęły całe lata, od kiedy ostatni raz siedziała z nimi za stołem. Uśmiechnęła się w głębi duszy na myśl, jakie mogła wywołać zamieszanie, gdyby tylko pokazała im list od doktora. — Rozpętaliby takie piekło, jakby naprawdę im na mnie zależało — pomyślała z goryczą.
2. Irena Jurgielewiczowa: Ten obcy.

Ula siedziała bez ruchu, ze spuszczonymi oczami. Chciała roześmiać się niefrasobliwie lub przynajmniej powiedzieć coś zwyczajnego, co świadczyłoby, że nie przypisuje tym słowom żadnego znaczenia. Nie udawało się jednak tych pragnień zrealizować. Gardło miała ściśnięte, głos zdradziłby od razu jej bezsensowne wzruszenie. Podobnie było z uśmiechem, drżące wargi nie chciały poddać się nakazom woli. Jedyne, co potrafiła zrobić, to podjąć z ziemi gałązkę i łamać ją w palcach na małe, coraz mniejsze kawałeczki.
Po jakimś czasie uświadomiła sobie z nagłym lękiem, że obustronne milczenie trwa bardzo długo.

Powodzenia :).

czwartek, 20 lutego 2014

Sądny dzień w szkole: wokół "Ostatniej bitwy" C. S. Lewisa (cz. 2.)

Źródło zdjęcia: klik!
Szkoda, że nie ma pomnika Lewisa w drzwiach Stajni...
Omawiając Ostatnią bitwę wiele mówiliśmy o nawiązaniach autora tej powieści do Pisma Świętego*. Pora na konkrety, czyli cytaty!

Co w nich znajdziemy? Pogrubiłam to, co kilkaset lat po Nowym Testamencie przeniósł do swojej książki Clive Staples Lewis: ludzi czeka sąd. Prawi zostaną zbawieni, tych po lewej czeka ogień wieczny, martwi zmartwychpowstaną.

Zanim przejdziecie do cytatów, zachęcam do przeczytania kilku zdań o samym autorze. W jego biografii ważny jest zwłaszcza wątek nawrócenia się w dorosłym życiu, a więc - świadomego wybrania konkretnej drogi życia, drogi wiary. Rodzice mu nie kazali ;). Dobrze jest też pamiętać o tym, że cykl siedmiu Opowieści z Narnii to nie jedyne jego dzieło, że pisał też "poważne"** rozprawy naukowe i "dorosłe" powieści.

* Przypomnieliśmy też nawiązania z Podróży Wędrowca do Świtu. Niektórzy omawiali to ze mną w klasie V.
** Wyrazy "poważne" i "dorosłe" w cudzysłowie, ponieważ nie uważam, aby Opowieści... były niepoważne. Niektórzy jednak śmią twierdzić, że cała literatura dziecięca i młodzieżowa to niepoważna twórczość, którą zajmować się nie warto, gdyż można w tym czasie napisać coś np. o Prusie, Mickiewiczu czy kolejnym laureacie Nike. Dla mnie tak samo ważne są Opowieści, co Trylogia międzyplanetarna czy Listy starego diabła do młodego. (Inne dzieła Lewisa czekają w kolejce do przeczytania...).

Koniec Świata w Biblii

Nowy Testament, Ewangelia wg św. Mateusza, rozdział 25

Okładka Rogera Hane'a. Źródło: klik!  
31 Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. 32 I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów.33 Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. 34 Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: "Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! 35 Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; 36 byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie". 37 Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionymi daliśmy Ci pić? 38 Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? 39 Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?" 40 A Król im odpowie: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". 41 Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: "Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! 42 Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; 43 byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie." 44 Wówczas zapytają i ci: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?" 45 Wtedy odpowie im: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili". 46 I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».

Fresk Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej. Źródło: klik!
O symbolice tego malowidła można poczytać tu: klik!

Apokalipsa św. Jana, rozdział 20

(i Wstęp do Apokalipsy, żeby już nie mówić, że "apokalipsa" oznacza "koniec świata")

11 Potem ujrzałem wielki biały tron i na nim Zasiadającego, od którego oblicza uciekła ziemia i niebo, a miejsca dla nich nie znaleziono. 12 I ujrzałem umarłych - wielkich i małych - stojących przed tronem, a otwarto księgi. I inną księgę otwarto, która jest księgą życia. I osądzono zmarłych z tego, co w księgach zapisano, według ich czynów. 13 I morze wydało zmarłych, co w nim byli, i Śmierć, i Otchłań wydały zmarłych, co w nich bylii każdy został osądzony według swoich czynów. 14 A Śmierć i Otchłań wrzucono do jeziora .ogniaTo jest śmierć druga - jezioro ognia. 15 Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia.
Cytaty z Pisma Świętego podaję za internetowym wydanie Biblii Tysiąclecia: http://biblia.deon.pl/.

środa, 19 lutego 2014

Sądny dzień w szkole: wokół "Ostatniej bitwy" C. S. Lewisa (cz. 1.)

Sądny dzień w szkole to tytuł rozdziału Ani z Avonlea, w którym młoda nauczycielka Ania Shirley po raz pierwszy poważnie denerwuje się na uczniów i po raz pierwszy wymierza karę cielesną jednemu z nich - temu szczególnie psującemu krew tej pełnej ideałów adeptce niosących oświaty kaganek. Tak, ten dzień był przełomowym w jej karierze zawodowej. My na lekcji nie rozmawialiśmy jednak o tym metaforycznym sądnym dniu, a o Sądzie Ostatecznym. Punktem wyjścia naszych (a głównie moich) rozważań był - ponownie - fragment Ostatniej bitwy C.S. Lewisa.

"Stworzenia nadbiegały, a ich oczy lśniły coraz jaśniej i jaśniej, gdy zbliżały się do stojących opodal gwiazd. A kiedy podbiegły do Aslana, coś się w nich zmieniło, a ściślej mówiąc, w każdym zaszła jedna z dwu zmian. Wszystkie spojrzały mu prosto w twarz; nie sądzę, by mogły tego nie zrobić. Lecz u jednych wyraz twarzy zmienił się nagle okropnie: pojawiły się nienawiść i przerażenie. Trwało to ułamek sekundy i nagle przestały być MÓWIĄCYMI zwierzętami - stały się ZWYKŁYMI zwierzętami. I wszystkie stworzenia, które spojrzały na Aslana w ten sposób, zboczyły w prawo - czyli na lewo od niego - i znikły w jego wielkim, czarnym cieniu, który (jak już mówiłem) rozciągał się na lewo od Drzwi. Dzieci nigdy już ich nie zobaczyły. Sam nie wiem, co się z nimi stało. Natomiast inne stworzenia spojrzały w twarz Aslana z miłością, choć niektóre z lękiem. I te wszystkie przeszły przez Drzwi, gromadząc się w tłumie po jego prawicy. Były wśród nich bardzo dziwne gatunki. Eustachy rozpoznał nawet jednego z tych karłów, które strzelały do koni. Nie miał jednak czasu na dziwienie się temu (zresztą nie była to jego sprawa), bo wielka radość przesłoniła mu wszystko inne. Wśród rozradowanych stworzeń tłoczących się teraz wokół Tiriana i jego przyjaciół, znalazły się wszystkie, które uważali za zmarłe: centaur Runwid i jednorożec Klejnot, dobry niedźwiedź i dobry dzik, kochane psy i konie, orzeł Dalwid i karzeł Pogin.
C. S. Lewis. Ostatnia bitwa. Przeł. A. Polkowski.

LEWA i PRAWA strona, ci źli i ci dobrzy. Uwaga - o tym, do której grupy kto należy, decyduje tylko Aslan. Być może dziwimy się, że wśród tych po prawej jest karzeł, który strzelał do koni. Ale to nie my, z naszego ludzkiego punktu widzenia, jesteśmy tymi, którzy stoją w drzwiach Stajni, w drzwiach do prawdziwego świata. Decyduje Aslan - Bóg. Patrzy na stworzenia i wydobywa w nich to, co naprawdę w każdym tkwi. Przepuszcza przed Drzwi również tych, których Eustachy (oraz czytelnik...) uważał za poległych. Po drugiej stronie spotkają się - jak to się okaże na samym końcu - wszyscy pozytywni bohaterowie narnijskich opowieści. 

O, taką notatkę naniosłam na ilustrację Pauline Baynes do tego fragmentu. Niestety, w Paincie rysowałam, proszę wybaczyć toporność schematu...


A teraz spójrzmy (tak jak spoglądaliśmy na lekcji) na jedno z najsłynniejszych przedstawień Sądu Ostatecznego - tryptyk Hansa Memlinga (zdjęcie obrazu pochodzi ze strony http://mng.gda.pl/kalendarz/hans-memling-sad-ostateczny/). 


I... Tak, tu powinny być wnioski. Wyciągnęliśmy je na lekcji, w szkole :). Czytelnik blogu może je wyciągnąć sam.

piątek, 14 lutego 2014

Co się stało z Zuzanną?

Omawiając w klasie III gimnazjum Ostatnią bitwę C.S. Lewisa, skupiamy się na dwóch kwestiach: wiary i śmierci. Rekonstruujemy dotyczące tych zagadnień poglądy autora zawarte w powieści; poglądy ukryte pod płaszczykiem literatury dziecięcej.

Pierwszych kilka rozdziałów wygląda jeszcze jak klasyczna powieść przygodowo-fantastyczna. Później jednak, za drzwiami stajni, wszystko się zmienia. Bohaterowie trafiają do innego świata: piękniejszego i bezpieczniejszego niż uciskana przez Kalormeńczyków Narnia. 

Po raz pierwszy spotykamy tutaj wszystkie dzieci (teraz już dorosłych), które przechodziły z naszego świata do kraju mówiących zwierząt i myślących drzew: Digory'ego, Polę, Piotra, Edmunda, Łucję, Eustachego, Julię. Zaraz, zaraz... Napisałam "wszystkie", tymczasem kogoś tu brakuje. Gdzie się podziała Zuzanna? Co się z nią stało? Takie pytanie zadał też Wielkiemu Królowi, Piotrowi, król Tirian.

— Moja siostra Zuzanna — odparł Piotr z powagą — nie należy już do przyjaciół Narnii.
— Tak — dodał Eustachy. — A kiedy próbuje się porozmawiać z nią o Narnii, mówi: „Jaką macie wspaniałą pamięć! Ale to niemożliwe, żebyście wciąż myśleli o tych wszystkich śmiesznych rzeczach, w które się bawiliśmy, gdy byliśmy dziećmi".
— Och, ta Zuzanna — westchnęła Julia. — Teraz interesują ją tylko nylonowe pończochy, szminki i zaproszenia na przyjęcia. Zawsze strasznie chciała być dorosła.
— Dorosła, w tym rzecz — rzekła Łucja. — Chciałabym, żeby wreszcie DOROSŁA. Zmarnowała lata szkolne, myśląc tylko o tym, żeby wreszcie być dorosła, a teraz zmarnuje resztę życia, starając się zatrzymać czas. To jej recepta na życie: przebiec ten najgłupszy dystans jak najszybciej, a potem zatrzymać się na tak długo, jak można.
C. S. Lewis: Ostatnia bitwa. Przeł. A. Polkowski.

Przyjaciele Narnii. Zuzanny brak... Ilustracja Pauline Baynes.

 


"Dorosła" Zuzanna nie jest wcale dojrzałą Zuzanną. Wydaje się, że myśli tylko o rozrywkach i siebie stawia w centrum uwagi. Wydaje się, że wyrosła na kobietę, która nie pogodzi się z tym, że kiedyś może być stara, że jej życie będzie raczej puste, bezrefleksyjne. Już we wcześniejszych opowieściach - Lwie, Czarownicy i starej szafie oraz Księciu Kaspianie - są takie sceny, w których widzimy Zuzę, pragnącą zachowywać się jak dorosła osoba. Czy Lewis od początku przeznaczył dla niej taki właśnie los?

Zuzanna zostaje sama. Jak się okazuje na końcu Ostatniej bitwy, wszyscy przyjaciele Narnii zginęli w katastrofie kolejowej. Nawet rodzice Piotra i reszty jechali pociągiem, który się wykoleił. Wszyscy oni znaleźli się w Krainie Aslana, w krainie umarłych. 

Co teraz zrobi dorosła Zuzanna? Pochowa rodzinę, będzie rozpaczać, rzuci się w wir zabawy, czy może dojrzeje? Nie wiem. Lewis zostawia ją samą sobie, nam pozwalając jedynie na snucie domysłów.

Zuzanna jest postacią, której najbardziej żałowałam, kiedy czytałam Ostatnią bitwę po raz pierwszy. Choć było to już 15 lat temu, troska o jej los nadal tkwi gdzieś z tyłu mojej głowy. Popatrzcie - martwię się tą, która została przy zyciu, natomiast śmierć pozostałych bohaterów nie budzi we mnie żadnych negatywnych uczuć. Zadbał o to autor, pisząc:

— NAPRAWDĘ wydarzył się wypadek kolejowy — rzekł miękko Aslan. — Wasz ojciec, wasza matka i wy wszyscy jesteście, jak to zwykliście nazywać w Krainie Cieni, umarli. Już po szkole: zaczęły się wakacje. Sen dobiegł końca: jest poranek.
A kiedy to powiedział, przestał wyglądać jak Lew, lecz to, co zaczęło się dziać później, jest tak wielkie i piękne, że nie mogę o tym pisać. Dla nas to koniec wszystkich opowieści i można tylko dodać, że odtąd już zawsze wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Lecz dla nich prawdziwa opowieść dopiero się zaczęła. Całe ich życie w tym świecie i wszystkie przygody w Narnii były zaledwie okładką i stroną tytułową; teraz rozpoczynali wreszcie Rozdział Pierwszy Wielkiej Opowieści, jakiej nikt jeszcze na ziemi nie czytał — opowieści, która trwa wiecznie i w której każdy rozdział jest lepszy od poprzedniego.
A jak wy myślicie? Co się stało z Zuzanną? 


niedziela, 9 lutego 2014

Mały Książę i śmierć (cz. 2)

W poprzednim wpisie zacytowałam fragment Małego Księcia, w którym pogrubiłam niektóre wyrazy. Po co? Przyjrzyjmy się interesującej nas scenie raz jeszcze:
Tej nocy nie zauważyłem, kiedy wyruszył w drogę. Wymknął się bezszelestnie. Gdy udało mi się go dogonić, szedł zdecydowanym krokiem. Powiedział mi tylko:
- Ach, jesteś tu...
Wziął mnie za rękę. Jeszcze się niepokoił:
- Nie masz racji. Będzie ci przykro. Będę robić wrażenie umarłego, a to nie będzie prawda.
Milczałem.
- Rozumiesz. To bardzo daleko. Nie mogę zabrać ze sobą tego ciała. Jest za ciężkie.
Milczałem.
- To będzie jak stara, porzucona łupina. W starych łupinach nie ma nic strasznego.
Milczałem.
Powoli się zniechęcał. Lecz zrobił jeszcze wysiłek:
- To będzie ładnie. Ja też będę patrzeć na gwiazdy. Wszystkie gwiazdy będą studniami z zardzewiałym blokiem, Wszystkie gwiazdy dadzą mi pić.
Milczałem.
- To będzie takie zabawne. Ty będziesz miał pięćset milionów dzwoneczków, a ja pięćset milionów studni...
I nagle urwał, ponieważ się rozpłakał...
- To tu. Pójdę sam jeden krok naprzód.
Usiadł jednak, ponieważ bał się. Powiedział jeszcze:
- Wiesz... moja róża... jestem za nią odpowiedzialny. A ona jest taka słaba. I taka naiwna. Ma cztery nic niewarte kolce dla obrony przed całym światem.
Usiadłem, nie mogłem utrzymać się na nogach.
- Tak... to wszystko... - powiedział.
Wahał się jeszcze chwilę, później wstał. Zrobił krok. Nie mogłem się poruszyć. Żółta błyskawica mignęła koło jego nogi. Chwilę stał nieruchomo. Nie krzyczał. Osunął się powoli, jak pada drzewo. Piasek stłumił nawet odgłos upadku.
A teraz tylko pogrubione wyrazy: 
  • Milczałem, 
  • Milczałem, 
  • Milczałem, 
  • Milczałem, 
  • Usiadłem, nie mogłem utrzymać się na nogach, 
  • Nie mogłem się poruszyć.
To wszystko reakcje narratora - lotnika - na zbliżającą się śmierć Małego Księcia. 
Gdybym miała wyrazić jego uczucia jednym, napisałabym: "Byłem bezradny".

Patrzmy uważnie na teksty. Patrzmy na to, co między słowami. Nie tylko dlatego, że powiedzą nam coś więcej o postaciach. Jest szansa, że powiedzą też co nieco o życiu (tak, nawet jeśli mowa jest o śmierci).


środa, 5 lutego 2014

Mały Książę i śmierć (cz. 1)

- Jesteś zabawnym stworzeniem - rzekł wreszcie - cienka jak palec...
- Ach, jestem znacznie potężniejsza niż palec króla - powiedziała żmija.
Mały Książę uśmiechnął się:
- Nie jesteś zbyt potężna... Nie masz nawet łapek... nawet nie możesz podróżować...
- Mogę cię unieść dalej niż okręt - rzekła żmija i owinęła się wokół kostki Małego
Księcia na podobieństwo złotej bransolety. - Tego, kogo dotknę, odsyłam tam, skąd przybył - dodała. Lecz ty jesteś niewinny i przybywasz z gwiazdy...

Spotkanie, podróż, wędrówka, samotność, dorosłość, przyjaźń, miłość i śmierć - to motywy, które odnajdziemy w Małym Księciu, opowieści (baśni? przypowieści?) wydanej w 1943 roku, przetłumaczonej na ok. 250 języków. Opowieści, która od niepamiętnych (no... prawie...;)) czasów gości w spisie lektur szkolnych.

Nie będę się rozpisywać o całej powieści, nie będę nawet szczegółowo analizować motywu śmierci, która staje się dla Księcia jedyną drogą powrotu do Róży. Chciałabym tylko zanotować cenne spostrzeżenie, którym wczoraj na lekcji podzieliła się z nami Marta (dziękuję!). 

Wasza koleżanka powiedziała, że zakończenie Małego Księcia można interpretować na dwa sposoby. Przypomnijmy odpowiedni fragment tekstu (pogrubiłam w nim reakcje lotnika, żeby nie zapomnieć do nich wrócić):

Tej nocy nie zauważyłem, kiedy wyruszył w drogę. Wymknął się bezszelestnie. Gdy udało mi się go dogonić, szedł zdecydowanym krokiem. Powiedział mi tylko:
- Ach, jesteś tu...
Wziął mnie za rękę. Jeszcze się niepokoił:
- Nie masz racji. Będzie ci przykro. Będę robić wrażenie umarłego, a to nie będzie prawda.
Milczałem.
- Rozumiesz. To bardzo daleko. Nie mogę zabrać ze sobą tego ciała. Jest za ciężkie.
Milczałem.
- To będzie jak stara, porzucona łupina. W starych łupinach nie ma nic strasznego.
Milczałem.
Powoli się zniechęcał. Lecz zrobił jeszcze wysiłek:
- To będzie ładnie. Ja też będę patrzeć na gwiazdy. Wszystkie gwiazdy będą studniami z zardzewiałym blokiem, Wszystkie gwiazdy dadzą mi pić.
Milczałem.
- To będzie takie zabawne. Ty będziesz miał pięćset milionów dzwoneczków, a ja pięćset milionów studni...
I nagle urwał, ponieważ się rozpłakał...
- To tu. Pójdę sam jeden krok naprzód.
Usiadł jednak, ponieważ bał się. Powiedział jeszcze:
- Wiesz... moja róża... jestem za nią odpowiedzialny. A ona jest taka słaba. I taka naiwna. Ma cztery nic niewarte kolce dla obrony przed całym światem.
Usiadłem, nie mogłem utrzymać się na nogach.
- Tak... to wszystko... - powiedział.
Wahał się jeszcze chwilę, później wstał. Zrobił krok. Nie mogłem się poruszyć. Żółta błyskawica mignęła koło jego nogi. Chwilę stał nieruchomo. Nie krzyczał. Osunął się powoli, jak pada drzewo. Piasek stłumił nawet odgłos upadku.

Lotnik mówi później: "Lecz wiem na pewno, że wrócił na swoją planetę, ponieważ o wschodzie słońca nie znalazłem jego ciałka". Marta natomiast powiedziała, że zakończenie inaczej odbierze ateista, inaczej człowiek wierzący. Dla tego pierwszego Mały Książę po prostu umrze, nie wracając do siebie. Ten drugi natomiast ufa, że istnieje życie po życiu. I choć (tu już ja dopowiadam) droga do drugiego/kolejnego/następnego życia prowadzi przez śmierć, to jednak zdecydowanie za nią, czy po niej, COŚ jest. Idąc torem myślenia koleżanki: odbiorca wierzący wie, że Mały Książę wrócił do swoich wulkanów, baobabów i Róży. 

Uważam, że to interesująca interpretacja, warta zapisania i zapamiętania. (Zapamiętajmy jednak i to, że mogą istnieć również inne interpretacje!)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...