poniedziałek, 31 sierpnia 2015

A w wakacje... poczytałam trochę

Co roku na początku wakacji obiecuję sobie, że będę czytać, czytać, czytać i... czytać. Że dużo książek przeczytam, zwłaszcza tych należących do rodzaju tzw. guilty pleasures (ktoś zna jakiś sensowny polski odpowiednik tego związku?).

Na początku wakacji składam sobie taką obietnicę, a chwilę po tym mówię sobie szczerze, że to przecież nie wyjdzie i dobrze o tym wiem!

Dlaczego?

Od kilku lat staram się spędzać wakacje aktywnie. Tak aktywnie, by chciało mi się spać o 22:00, a wstać o 6:00 rano. Lub o 9:00, w zależności od rodzaju wysiłku. W tym roku przeszłam w sumie chyba prawie 400 km, przejechałam rowerem 240, włóczyłam się po wielkich miastach, po miasteczkach i po wioskach, po polach i lasach. W Polsce i za granicą. Spałam w schroniskach, na kwaterach, na podłodze, w śpiworze, na skrzypiących łóżkach, w namiocie... 

Czy wysiłek fizyczny nie sprzyja czytaniu? Nie, jeśli już o 22:00 chce ci się spać :). Ale muszę przyznać, że po pierwszej części moich wakacji byłam po prostu wygłodzona książkowo - wprost nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu coś przeczytam! Po powrocie do kraju oprócz nowej sukienki zakupiłam więc też powieść...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...