sobota, 19 stycznia 2019

Opis obrazu, który nie istnieje

W tym miesiącu przeczytałam już... osiem książek! Literatura faktu, poradniki, powieści. W kategorii "beletrystyka" wygrywa na razie Muza Jessie Burton.

To druga powieść brytyjskiej autorki. Pierwsza, Miniaturzystka, również skradła moje serce - i opowiedzianą historią, i językiem, jakim została opowiedziana. Burton uwodzi mnie przede wszystkim słowem. Opisem. Detalem. Tym, w jak subtelny i czuły sposób prezentuje przeżycia wewnętrzne swoich bohaterów.

Ten wpis nie ma być jednak recenzją ani jednej, ani drugiej powieści. Dziś chcę, za pomocą kilku cytatów, zwabić nauczycieli, by sięgnęli po tę powieść.

[A tak przy okazji, to regularnie na Instagramie publikuję zdjęcia i krótkie opinie na temat przeczytanych książek. W stories umieszczam nawet co ciekawsze cytaty! Zapraszam na @lekcje_polskiego.]

Bartolomé Esteban Murillo, Święta Rufina i święta Justa
https://en.wikipedia.org/wiki/Justa_and_Rufina#/media/File:Santas_Justa_y_Rufina,_por_Murillo.jpg

Jeszcze do niedawna w podstawie programowej do gimnazjum mieliśmy w obowiązkowych formach  wypowiedzi opis dzieła sztuki. W szkole podstawowej i średniej tej formy wypowiedzi brak, aczkolwiek sam opis jest,  pojawiają się też wymagania dotyczące interpretacji różnych tekstów kultury.

Wybrane przeze mnie fragmenty Muzy to opisy bądź interpretacje obrazów, które mogą zostać przez nauczycieli wykorzystane na lekcji. Jak dla mnie Jessie Burton - napiszę to raz jeszcze - jest mistrzynią opisów! Warto przy tym zwrócić uwagę, że występujące w powieści obrazy... nie istnieją. Są, podobnie jak wszyscy bohaterowie, utkane wyłącznie ze słów, wydobyte z wyobraźni pisarki. Aż prosi się, by lekturę takiego opisu połączyć z tworzeniem na lekcji obrazu, np. w technice kolażu (wycinanka z gazet) lub też poglądowej notatki graficznej. 


Bohaterkami dwóch obrazów występujących w powieści są święta Rufina i święta Justa. Jak mówi jeden z bohaterów Muzy "Temat ten podjęła również czwórka wielkich hiszpańskich malarzy: Velázquez, Zurbarán, Murillo i Goya – każdy z nich malował słynne siostry" (s. 258).

W tym wpisie pozwolę sobie zacytować: opisy obrazów, opisy przeżyć wewnętrznych związane z obrazami oraz jedną naukową analizę obrazu. Zauważmy, jak samo PATRZENIE na obraz wiąże się ze wzbudzaniem u widza UCZUĆ oraz pobudzaniem go do INTERPRETACJI, choćby wstępnej, choćby jednozdaniowej...

Czy znajdzie się tu śmiałek, który namalowałby Kobiety w pszenicznym łanie czyli Świętą Justę w studni?

Zapraszam go galerii!


Święta Justa w studni


Obraz, który ukończyła Oliwia, stał oparty o ścianę. Szczyciła się nim nawet bardziej niż Sadem, bo czuła, że jeszcze mocniej przybliża się w nim ku doskonałości. Nowe dzieło było kompozycją surrealistyczną, barwną, na pozór pozbawioną spójności. Był to dyptyk – święta Justa przed aresztowaniem i po nim, ukazana na tle ciemnego nieba w kolorze indygo oraz jaśniejącego blaskiem pola. Oliwia zdecydowała, że nada mu tytuł Święta Justa w studni.

Lewa połowa obrazu była wykonana niezwykle kunsztownie i naprawdę wspaniała. Oliwia użyła zwykłych farb olejnych, ale eksperymentowała także z płatkami złota, które zalśniły pod światło, gdy uniosła malowidło. Zawsze uważała, że płatki złota są jak sen alchemika – zawierają promień słońca. Był to kolor królowych, mędrców i świetlistych pól w pełni lata. Złoto przywodziło jej na myśl rosyjskie ikony prawosławne, których jako mała dziewczynka zawsze chciała dotknąć, kiedy ojciec zabierał ją z wizytą do Kunsthistorisches Museum.

W środku urodzajnego pola po lewej stronie obrazu stała kobieta o włosach koloru pszenicy. Dźwigała ciężki garniec z namalowanymi jeleniami i królikami, i podobizną Wenus usytuowaną pośrodku. Zarówno kobieta, jak i bogini miały dumny wyraz twarzy i zwracały się ku widzowi.

Zboże po prawej stronie obrazu było obumarłe i liche. Kobieta pojawiała się znowu, ale teraz leżała skulona wewnątrz kręgu, który unosił się nad polem. Wnętrze koła miało perspektywę dośrodkową, co stwarzało wrażenie głębi. Kobieta zdawała się spoczywać na dnie studni. Włosy miała obcięte i matowe, wszędzie dookoła leżały skorupy roztrzaskanego garnca, których nikt nie byłby w stanie złożyć na powrót w całość. Wokół cembrowiny studni stały jelenie oraz króliki naturalnej wielkości i zaglądały do środka, jakby właśnie zstąpiły z potłuczonego naczynia na ziemię. Po Wenus nie został żaden ślad.


Rufina i lew - opis, pierwsze wrażenie, interpretacja


Nie był duży i nie miał ramy. Przedstawiona na nim scena była prosta, ale jednocześnie niosła pewne trudne do odczytania treści: po jednej stronie umieszczono postać dziewczyny, trzymającej w rękach odciętą głowę innej młodej kobiety, a po przeciwnej stronie namalowany był lew, który przysiadł na tylnych łapach, ale nie szykował się do skoku. Obraz roztaczał aurę baśniowości. 
Pomimo że pomarańczowe światło latarni lekko zafałszowywało kolorystykę obrazu, dolna część tła nasuwała mi skojarzenia z renesansowym portretem dworskim: mozaika pól we wszystkich możliwych odcieniach żółci i zieleni oraz coś, co wyglądało jak mały, biały zamek. Niebo widoczne powyżej było ciemniejsze i stylistycznie nieco odbiegało od reszty tła. Sine indygo użyte do jego namalowania przywoływało atmosferę koszmaru. Obraz oddziaływał silnymi kontrastami – młode kobiety w konfrontacji z lwem, w obliczu zagrożenia. Ale poza piękną paletą kolorystyczną malowidło emanowało jakąś trudną do określenia słodyczą i delikatnością – czymś nieuchwytnym, co nadawało mu niezwykły powab. 


Rufina i lew - pierwsze wrażenie

Obraz miał takie same rozmiary jak Kobiety w pszenicznym łanie. A jednak sprawiał wrażenie większego. Izaak stał przed nim w pokoiku na poddaszu i nie mógł się nadziwić jego zmysłowości i sile. Chociaż malowidło było jeszcze ciągle niegotowe, lew wydawał się zauroczony widokiem dwugłowej Rufiny.
Dzieło zapierało dech w piersiach, było złowróżbne, rewolucyjne.
– Czy to ty? – Wskazał na odciętą od korpusu głowę. – I czy to Tere cię trzyma?
– Dwa razy tak – odparła Oliwia. – Ale to ma być ta sama osoba. Zatytułowałam go Rufina i lew. To jest Rufina przed pojmaniem i po pojmaniu przez władze.
Izaak wpatrywał się w obraz, w orgię kolorów i złoceń, w zadziwiająco beznamiętne spojrzenie Rufiny niosącej swoją głowę, w lwa zastygłego w oczekiwaniu.
– Podoba ci się? – spytała.
– Jest wspaniały.


Rufina i lew - interpretacja, przeżycia wewnętrzne 


Kiedy Reede mówił o tym, że malarska wizja Roblesa jest medytacją na temat przeciwności losu, goście zgromadzeni na wystawie przypuszczali zapewne, że ma na myśli wojnę, dyktaturę i przemoc na polu walki – doświadczenia, które stały się udziałem wielu z nich i które na zawsze odcisnęły na nich swoje piętno. Ale ja przypomniałam sobie słowa Quick: „To dzieło i jego przesłanie oddziałują na nas z ogromną siłą. Mam nieodparte wrażenie, że ten obraz kryje w sobie dodatkowe treści, do których nie mamy dostępu. Nie możemy się do nich dostać, wiemy tylko, że tam są”.

Malowidło Rufina i lew poruszyło mnie tamtego wieczoru w sposób transcendentalny. Gdy na nie patrzyłam, zrozumiałam, czym jest niemożność poznania, uzmysłowiłam sobie, że być może nigdy nie odkryję prawdy i że na tym polega przecież tajemnica sztuki. Niewykluczone, że nie byłam w takim odbiorze osamotniona. Gdy Reede skończył mówić, zauważyłam, jak obecni na wystawie – nawet dwójka starych bufonów w marynarkach klubowych – zaczęli spoglądać na Rufinę... z nieco większym respektem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Może coś dodasz? Dzięki temu ten blog będzie jeszcze lepszy! Zapraszam :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...