czwartek, 11 kwietnia 2019

Quo vadis na liście lektur? To jakaś pomyłka

Kiedy byłam nastolatką, Quo vadis Henryka Sienkiewicza było jedną z moich ukochanych książek. Czytałam je chyba z piętnaście razy - w całości i we fragmentach. Moją ulubioną sceną było nawrócenie Chilona, zaś postacią - Petroniusz. Na drugim miejscu plasował się Piotr Apostoł, na trzecim - nie pamiętam. Na pewno nie było tam jednak Ligii i Winicjusza. Już raczej Eunice.

Ta droga występuje w powieści

Po latach, gdy zaczęłam pracować w szkole, w gimnazjum miałam do wyboru omawianie Krzyżaków, Potopu lub Quo vadis. Po kilku spotkaniach ze Zbyszkiem z Bogdańca i jego dwutomowymi perypetiami w końcu zadałam dwóm ostatnim klasom powieść o chrześcijaństwie za czasów Nerona, o pierwszych męczennikach i o urokach wiary niedługo po odejściu Jezusa z Nazaretu.

A tak naprawdę to powieść o tym, jak jeden napalony przypakowany młodzieniaszek chciał pofolgować żądzom, bo mu się miłość tragicznie pomyliła z zachcianką.

Powyższą prawdę zrozumiałam dopiero, kiedy omawiałam tę lekturę za drugim razem. Wtedy do mnie dotarło, że Quo vadis jest szkodliwe.


Dlaczego, zapytacie?

Ot, na przykład dlatego, że pokazuje zły, a nawet bardzo zły model związku. Popatrzcie - Markowi Winicjuszowi wydaje się, że zakochuje się w Ligii, gdy tak naprawdę po prostu jej pożąda. Przypomnijmy - pierwszy raz ujrzał ją nagą przy fontannie. Sienkiewicz może nam mydlić oczy pięknymi zdaniami w stylu "promienie zorzy przechodziły na wylot przez jej ciało", ale my wiemy, że tu ani o zorzę, ani o promienie nie chodzi, tylko o ciało. Nagie.

Ciało, o którym Wnicjusz nie może zapomnieć, więc postanawia je w najszybszy możliwy sposób sprowadzić do swojego domu. Tak, piszę o Ligii jak o przedmiocie, ponieważ tak właśnie traktował ją na początku Marek - jak przedmiot, nie podmiot. Posłuchajcie, co mówi Petroniuszowi:

Od tej pory widziałem ją dwukrotnie i od tej pory również nie wiem, co spokój, nie wiem, co inne pragnienia, nie chcę wiedzieć, co może mi dać miasto, nie chcę kobiet, nie chcę złota, nie chcę korynckiej miedzi ani bursztynu, ani perłowca, ani wina, ani uczt, tylko chcę Ligii.
Dorośli, pozostający w zdrowych związkach, wiedzą, że drugiego człowieka nie można mieć. Co najwyżej można mieć z nim relację albo też mieć numer telefonu do niego. Ostatecznie można mieć kogoś w znajomych na Facebooku. Powtórzę jeszcze raz - dobry związek to nie taki, w którym jedna strona posiada drugą. 


Ligia zostaje sprowadzona z domu Aulusów do pałacu Nerona. W rozdziale siódmym Sienkiewicz z właściwą sobie swadą (tej swady mu serio nie odmawiam) kreśli nam obraz uczty u cezara. Wino, kobiety i śpiew. W cieście zdań okrągłych, z jakich składa się opis biesiady, ukryte są prawdziwe rodzynki - sceny z Ligią i Winicjuszem. Coś o pożądaniu, sympatii, upojeniu alkoholowym, strachu oraz, mówiąc już językiem współczesnym - molestowaniu i próbie gwałtu. 

Nie żartuję. Oczy otwierały mi się coraz szerzej, kiedy czytałam fragmenty poświęcone uczuciom Winicjusza do Ligii i Ligii do Winicjusza. Byłam zawstydzona, zażenowana i zła, że moi uczniowie musieli przebrnąć przez te sceny:

I począł patrzeć na nią, jakby chciał nasycić się jej widokiem, i palił ją oczyma. Wzrok jego ześlizgiwał się z jej twarzy na szyję i obnażone ramiona, pieścił jej śliczne kształty, lubował się nią, ogarniał ją, pochłaniał, lecz obok żądzy świeciło w nim szczęście i rozmiłowanie, i zachwyt bez granic.
Lecz bliskość jej poczęła działać i na niego. Twarz mu zbladła. Nozdrza rozdęły mu się jak u wschodniego konia. Widać i jego serce biło pod szkarłatną tuniką niezwykłym tętnem, bo oddech jego stał się krótki, a wyrazy rwały mu się w ustach. I on po raz pierwszy był tak tuż przy niej. Myśli poczęły mu się mącić; w żyłach czuł płomień, który próżno chciał ugasić winem. Nie wino jeszcze, ale jej cudna twarz, jej nagie ręce, jej dziewczęca pierś, falująca pod złotą tuniką, i jej postać, ukryta w białych fałdach peplum, upajały go coraz więcej. Wreszcie objął jej rękę powyżej kostki, jak to raz już uczynił w domu Aulusów, i ciągnąc ją ku sobie, począł szeptać drżącymi wargami:
— Ja ciebie kocham, Kallino… boska moja!…
— Marku, puść mnie — rzekła Ligia.
On zaś mówił dalej z oczyma zaszłymi mgłą:
— Boska moja! Kochaj mnie…

Lecz ze złotego niewodu upiętego pod pułapem padały tylko róże, a natomiast na wpół pijany już Winicjusz mówił jej:
— Widziałem cię w domu Aulusów przy fontannie i pokochałem cię. Był świt i myślałaś, że nikt nie patrzy, a jam cię widział… I widzę cię taką dotąd, chociaż kryje mi cię to peplum. Zrzuć peplum jak Kryspinilla. Widzisz! Bogowie i ludzie szukają miłości. Nie ma prócz niej nic w świecie! Oprzyj mi głowę na piersiach i zmruż oczy.
Winicjusz nie mniej był pijany od innych, a w dodatku obok żądzy budziła się w nim chęć do kłótni, co zdarzało mu się zawsze, ilekroć przebrał miarę. Jego czarniawa twarz stała się jeszcze bledszą i język plątał mu się już, gdy mówił głosem podniesionym i rozkazującym:
— Daj mi usta! Dziś, jutro, wszystko jedno!… Dość tego! Cezar wziął cię od Aulusów, by cię darować mnie, rozumiesz! Jutro o zmroku przyszlę po ciebie, rozumiesz!… Cezar mi cię obiecał, nim cię wziął… Musisz być moją! Daj mi usta! Nie chcę czekać jutra… daj prędko usta!
I objął ją, ale Akte poczęła jej bronić, a i ona sama broniła się ostatkiem sił, bo czuła, że ginie. Próżno jednak usiłowała obu rękami zdjąć z siebie jego bezwłose ramię; próżno głosem, w którym drgał żal i strach, błagała go, by nie był takim, jak jest, i by miał nad nią litość. Przesycony winem oddech oblewał ją coraz bliżej, a twarz jego znalazła się tuż koło jej twarzy. Nie był to już dawny, dobry i niemal drogi duszy Winicjusz, ale pijany, zły satyr, który napełniał ją przerażeniem i wstrętem.
Siły jednak opuszczały ją coraz bardziej. Daremnie, przechyliwszy się, odwracała twarz, by uniknąć jego pocałunków. On podniósł się, chwycił ją w oba ramiona i przyciągnąwszy jej głowę ku piersiom, począł dysząc rozgniatać ustami jej zbladłe usta.
W tym momencie na ratunek Ligii przychodzi Ursus. Na szczęście, bo raczej wiadomo, do czego by doszło, gdyby nie jego pomoc :(.

Dodam jeszcze smaczek z rozdziału jedenastego. Mieszane uczucia Marka Winicjusza względem Ligii. Gdyby ją miał, to sam nie wiedział, co by z nią zrobił - bił czy leżał u jej stóp. Czy to jest piękny początek prawdziwej miłości? Czy powinniśmy na lekcjach gloryfikować ten związek? Czy może raczej piętnować? Tylko jak piętnować bez rozmowy z czternasto- piętnastolatkami o relacjach, uczuciach, związkach, w końcu - o seksie? Wyobrażacie sobie taką lekcję? Temat: Seks i przemoc w Quo vadis. [W oparciu o znakomitą książkę prof. Ryszarda Koziołka Ciała Sienkiewicza. Studia o płci i przemocy.] Lub: Miłość czy żądza? Charakteryzujemy uczucia Marka Winicjusza do Ligii. I tak dalej...
Wyrzec się jej, stracić ją, nie zobaczyć jej więcej, wydawało mu się niepodobieństwem i na samą myśl o tym ogarniał go szał. Samowolna natura młodego żołnierza pierwszy raz w życiu trafiła na opór, na inną niezłomną wolę, i wprost nie mogła pojąć, jak to być może, by ktoś śmiał stawać w poprzek jego żądzy. Winicjusz wolałby raczej, żeby świat i miasto zapadły w gruzy, niż żeby on nie miał dopiąć tego, czego chciał. Odjęto mu czarę rozkoszy niemal sprzed ust, więc wydało mu się, iż spełniło się coś niesłychanego, wołającego o pomstę do praw boskich i ludzkich.
Lecz przede wszystkim nie chciał i nie mógł się pogodzić z losem, albowiem nigdy niczego tak nie pragnął w życiu jak Ligii. Zdawało mu się, że nie potrafi bez niej istnieć. Nie umiał sobie odpowiedzieć, co zrobiłby bez niej jutro, jak by mógł przeżyć dni następne. Chwilami porywał go na nią gniew bliski obłędu. Chciałby ją mieć po to, by ją bić, włóczyć za włosy do cubiculów i pastwić się nad nią, to znów porywała go straszna tęsknota za jej głosem, postacią, oczyma, i czuł, że gotów by był leżeć u jej nóg.

Taki to bad boy ten nasz Winicjusz Marek. I taka dobra dziewczyna z tej Ligii Kalliny. Taka dobra, że dobroć jej chrześcijańskiego serca doprowadza w końcu żądnego przygód wiadomo jakich mężczyznę do nawrócenia i dostrzeżenia w Ligii człowieka. 

Po różnych perypetiach Ligia i Winicjusz żyli spokojnie, długo i szczęśliwie, a w kulturze dzięki nim utrwalony został kolejny obraz toksycznego związku złego chłopaka z dobrą dziewczyną, pod której wpływem ten zły staje się dobry i życie z nim jest sielanką.

No ale tak nie jest. Może bywa, ale nie jest. Nie warto angażować się w związek z nadzieją, że kogoś uzdrowi się miłością, poświęceniem etc. On/ona nie przestanie pić/bić/grać za wasze pieniądze w gry hazardowe itd. On/ona nie zmieni się po ślubie.

A teraz przyznam jednak, że kiedy miałam te piętnaście lat i pochłaniałam Quo vadis, nie zwróciłam w ogóle uwagi na sceny Ligia-Winicjusz cytowane powyżej. Romans tej dwójko nie wydawał mi się szczególnie porywający. Za to utkwiły mi w pamięci opisy uczty w ogrodach, nie mniej pikantne.

***

Quo vadis czytane przez nastolatków może być szkodliwe. No i co z tego, że szkodliwe, zapytacie. Przecież uczniowie i tak go nie przeczytają, bo jest bardzo długą powieścią historyczną napisaną pod koniec XIX wieku. Do tego lekturą obowiązkową.

Właśnie. Więc po co umieszczać Quo vadis na liście lektur? Może by utrwalać fikcję. Bynajmniej nie literacką. Szkolną.

5 komentarzy:

  1. Też ubolewam nad tym, że 'Quo vadis' obowiązkowe. U nas było właśnie przyczyną dyskusji o ukazywaniu kobiety jaki przedmiot np. w reklamach. I co ciekawe odniesieniem były filmy Seksmasterki, które to młodzież ogląda...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jako nastolatka nie zdążyłam przeczytać tej lektury. I była dla mnie za trudna, abstrakcyjna... Byłam wtedy na jakimś innym poziomie intelektualnym. Na poziomie "Dzieci z Bullerbyn". Ogólnie wyrosłam w przekonaniu, że nie lubię czytać, bo lektury to były moje porażki. Teraz już wiem, że lubię czytać, ale nie wszystko ;) jednak nie wiem czy moja pula przeczytanych książek upoważnia mnie do nazywania się polonistka... Hmmm...

    OdpowiedzUsuń
  3. Postacie kobiece u Sienkiewicza to osobny temat - przenoszą wzorce, z jakimi się dziś nie wypada się godzić, choćby "W pustyni i w puszczy" - tu nawet moi uczniowie w SP czują, że coś jest tu nie tak z Nel, której się ciągle "oczy pocą".

    A "Latarnik" uczy usprawiedliwiać skrajną nieodpowiedzialność, przez którą życie ludzi znajduje się w zagrożeniu. Wystarczy porównać do "Lorda Jima" - różnica jest drastyczna.

    Ideowo Sienkiewicz się koszmarnie zestarzał, broni się stylem, ale czy to wystarczający powód, żeby go włączać do kanonu?

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, miłość potrafi nawrócić i może zbawić, nawet w XXI w. Najpierw zwykłe cielesne pożądanie - potem czysta miłość? Taki rozkwit relacji jest możliwy. Może w dzisiejszej rzeczywistości emanującej mechanicznym seksem obranym z uczuć i emocji, warto o tym mówić. Temat na czasie, jak najbardziej wart poruszenia z nastolatkami, którzy są osaczeni takimi problemami, a nie mają najczęściej żadnych pozytywnych wzorców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To drugi komentarz (pierwszy był na Instagramie), który mówi o zbawczej sile miłości... Zaczęłam sie nad tym poważnie zastanawiać, biorąc pod uwagę także kontekst religijny. Być może napiszę coś na ten temat, bo rzeczywiście warto mówić o emocjach i pokazywać pozytywne wzorce.

      Usuń

Może coś dodasz? Dzięki temu ten blog będzie jeszcze lepszy! Zapraszam :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...